Wyspa pełna kłów pazurów i magii!
Nie jesteś zalogowany na forum.
Poczułem napięcie, które przepłynęło od mojej dłoni i rozpłynęło się po całym ciele gdy Vincent złapał mnie za rękę w miejscu publicznym. Kino było... Dosyć zacisznym miejscem jednak nadal publicznym a mimo to naprawdę siedzieliśmy przez cały film, trzymając się za rękę, trącając palcami, muskając opuszkami palców nadgarstki. Gdy mu to proponowałem w kawiarni nie byłem aż tak pewny, jak faktycznie mogelem w tedy wyglądać jednak... Upewniłem się we wszystkim właśnie w momencie gdy mnie dotknął.
Film się skończył, a my odsunęliśmy dłonie od siebie. Splatalem palce na kolanach i zerknąłem na Vincenta, w momencie, gdy sala się rozświetliła.
- Nawet nie pytam czy ci się podobało - pwoedzialem. - Przejdziemy się do baru, porozmaiwac o wrażeniach? Czy wolisz... Hm, pójść do domu? - zasugerowałem, powoli podnosząc się z miejsca ale wciąż spoglądając na mężczyznę, nie spuszczając go z oczu.
Offline
- Możemy już wrócić do domu, tam się napijemy. Chciałem spróbować tego drugiego wina z twoich zakupów szczerze mówiąc, tego wytrawnego - zaśmiałem się cicho, choć cały siedziałem ściśnięty. W końcu jednak wstałem z miejsca i ruszyłem tuż za Aidenem między siedzeniami. Kiedy odetchnąłem trochę bardziej nadal wpatrywałem się w plakaty, które mijaliśmy. Myślałem że zaraz się rozpłaczę, specjalnie nawet zwolniłem trochę kroku by jeszcze chwilę być w kinie, wśród ludzi, wśród tej atmosfery, kolorów... Spojrzałem na Aidena i zaśmiałem się zażenowany aż z własnego wzruszenia i ekscytacji, kiedy wciąż widziałem jego spokój i czuły uśmiech.
Offline
Wyszliśmy z kina, na co Vincent stracił nieco tych iskier z oczu, jednak zaraz jak tylko zaczęliśmy rozmaiwac o seansie to wróciła mu radość. Rozprawialisny o filmie, a gdy tylko skończyliśmy zaczęliśmy rozmaiwac o samym kinie. Rozmowa ciągnęła się jeszcze przez jakiś czas gdy wróciliśmy do domu.
Oboje zdjęliśmy marynarki i szelki i usiedliśmy w rozpiętych lekko koszulach i z kieliszkami białego wina wytrawnego na kanapie. Oparłem wyprostowaną rękę na oparciu tak że... No byliśmy z Vincentem po rpsoyu blisko.
- Podsumowując ktortko... Musimy wybrać się do kina jeszcze raz. Gdy tylko pojawi się coś godnego uwagi, koniecznie pójdziemy.
Offline
- Koniecznie! - zaśmiałem się cicho i pokiwałem głową z zadowoleniem. - Naprawdę mi się podobało, kinematografia to moja nowa ulubiona dziedzina sztuki - podsumowałem zadowolony. - Zdecydowanie nadrobię wszytskie stracone lata... I mam nadzieję że będziesz mi w tym dzielnie towarzyszył - dodałem odstawiając kieliszek i wpatrując się w niego z czułością, tak blisko mężczyzny, tak blisko... Hah dobrze że zasłoniłem okna kiedy nalewał nam w kuchni wina, od razu obaj czuliśmy się swobodniej.
Offline
- Obiecuje być dzielny - przytaknąłem mu z rozbawieniem. - Ale pamiętaj, że to ostatnie kilka dni, które możemy spędzić w taki rozlazły sposób, później będzie trzeba wygospodarować porządnie czas na takie zabawy i przyjemności. Ale... Ciesze się, że jestem uwzględniany w planach na przyszłość - podsumowałem, muskając palcami jego ramię. - Hmm... To może być taki nasz mały zwyczaj. Wychodzenie do kina - podkreslilem. - Zwyczajom się nie odmawia, nawet jak goni czas - zauważyłem, uśmiechając się miękko do Vincenta.
Offline
- Naszym zwyczajem może być cokolwiek bylebyśmy się tego trzynali mój drogi - zaśmiałem się cicho i spojrzałem na niego miękko. - No wiesz... Nie chcę byśmy wpadli w pracoholizm, a z tego co widziałem to oboje mamy do tego predyspozycje. W weekendy będziemy musieli się naprawdę skupić na czymś innym niż praca, to ważne dla zdrowia - podkreśliłem miękko i uśmiechnąłem się lekko zagryzając wargę. - Ale kino jako zwyczaj... Brzmi dobrze. Podoba mi się...
Offline
- Ja zapewne będę musiał pracować też w soboty... Różnie to bywa. Zależy jaki projekt jest prowadzony w danym momencie. A ty masz szkole, będziesz potrzebował nie tylko soboty ale pewnie też niedzieli... Na pewno nie pozwolę ci się obijać pod tym dachem masz cel, a ja będę ci pomagał go utrzymać za wszelką cenę. Za oceanem czeka ajwazniejsza kobieta w twoim życiu - przypomniałem mu z rozbawieniem i odsunąłem się by odstawić na stolik prawie pusty kieliszek. - A więc... - Popatrzyłem znacząco na Vincenta, zerkając również na jego wargi. Skupiłem się jednak na oczach
- Kino to nasz zwyczaj. Postanowione.
Offline
- Już mi się podoba - przyznałem szczerze i uśmiechnąłem się nieco szerzej, niemal nieświadomie przysuwając się do niego nieco bliżej. Jakby to był jakiś odruch albo... Sam nie wiem przyciąganie.
- Ale to jak już zaczniemy swoje zajęcia. Jeszcze zostało nam parę dni spedzoncyh wspólnie z radością - zauważyłem szczerze i uśmiechnąłem się czule, lekko przymykając oczy i przyglądając się mu z zadowoleniem.
- Przypomniało mi się to co mówiłeś w kawiarni... Że chcesz o mnie dbać, że czujesz taką potrzebę i... Rany jesteś naprawdę niesamowity - pokręciłem głową. - I bardzo chce być otaczany tą opieką - zapewniłem go miękko, potulnym tonem.
Offline
Zacisnąłem lekko wargi, uśmiechając się kącikami ust. Pokiwałem zaraz głową i... Niepewnie uniosłem ramię by tym razem nie jedynie oprzeć za nim rękę i mieć wrażenie że go obejmuję ale... Naprawdę go obciąłem ramieniem. Ta bliskość nadal wywoływała we mnie masę sprzecznych uczuć jednak oswajalem się z nią coraz bardziej. Wszystko oczywiście na plus!
- Budzi się we mnie takie poczucie, gdy w moim otoczeniu pojawia się ktoś, na kim mi zależy... W dodatku, teraz byłbym zupełnie sam w tym ogromnym mieście - zauważyłem, pocierając kciukiem po jego ramieniu. W skali zakłopotania daje temu 4. - Gdybyś był kobietą, nigdy bym ci nie pozwolił wejść w tą strefę. Tak samo, jakbym znał twoje zamiary - zaznaczyłem z lekkim rozbawiebiem i westchnąłem cicho. - Miałeś farta. Upiekło ci się Vincencie Pearce.
Offline
- Mam bardzo dużo farta jeśli chodzi o naszą relacje mój drogi - zauważyłem rozbawiony. - I wiele, wiele rzeczy mi się gładko upiekło... Więc tak, mam ogromne pokłady szczęścia. No cóż, niektórym się udaje się, na ładne oczy oszukać - przyznałem rozbawiony niewinnym tonem. - Całe szczęście, że nie jestem kobietą i się wprosiłem do tego twojego życia. Tak nieco niespodziewanie, ale w dobrym stylu, ot cały ja - uznałem z nutką dumy, przyglądając się wciąż jego twarzy, każdemu jego fragmentowi.
Offline
- Niespodziewany ale w dobrym stylu - powtórzyłem po nim. - Fakt... Chyba tak można cię podsumować w tym przypadku. Nie mnie oceniać jak w innych. - Usmiechnąłem się, lekko już zakłopotany tym długim kontaktem wzrokowym. - I zdecydowanie wprosiłeś się do mojego życia. - Westchnąłem cicho, odsuwając się i sięgając po kieliszek, by opróżnić go do końca. - Sam już nie wiem, czy to dobrze, czy jednak źle... Oboje ciągle nie wiemy na czym stoimy i to momentami jest trochę... kłopotliwe.
Offline
Zacisnąłem wargi. A no tak, rozmowy do dokończenia w domu były też w takim tonie. Prawie zapomniałem...
- Z jednej strony wciąż daje ci czas byś przeanalizował... Mnie tutaj - przyznałem, kiwając głową już bez uśmiechu. - A z drugiej strony... Czasami chce cie nazywać partnerem. Nawet bardzo... A potem zaczynam przerażony myśleć że to cię przerośnie, że nie umiesz jeszcze nazwać mnie partnerem przesz to że jestem facetem - skrzywiłem się znacząco także sięgając po kieliszek i wypijając pozostałość dość szybko.
- Trochę ciężko będzie Ci wziąć z takim partnerem ślub, co nie? - dodałem z krzywym uśmiechem.
Offline
- Chyba sam doskonale sobie zdajesz sprawę z tego, że taki związek jest... - Prxelknalem gule w gardle, odstawiając pusty kieliszek i splatujac palce ułożyłem dłonie na swoich kolanach. - ... nie co dzienny - dokończyłem z chwilowa pauzą. - Myślę, że... Mógłbyś już, nazywać mnie... Partnerem. Może tak bardzielatwoej to wsyztsko nakreślić? Zaznaczyć - mruknalem,sam nad tym gdybając. Partner,partner partner... Miałem mieć partnera? Jego, nie ją. Tak, to zdecydowanie bylo... inne. - Do nowych rzeczy trzeba przywyknąć... Nowych wrażeń i określeń też - ciągnąłem dalej. Nie chciałem go znów urazić ale nie umiałem inaczej tego wszystkiego ująć w słowa. A naprawdę sporo już nad nimi myślałem. - I... - Zmarszczyłem brwi, krzywiąc się nadmiernie. - Naprawdę? Wyciągasz takie rzeczy jak "ślub"? - Wziąłem głęboki oddech, trochę poddenerwowany. To zdecydowanie był mój słaby punkt, a Vincent nacisnął mi na odcisk z czego pewnie nie zdawał sobie nawet sprawy. - Przede wszystkim proszę cię, byś nie uderzał w ten ton. Po prostu... Nie życzę sobie tego. Naprawdę się staram - zaznaczyłem i wziąłem nasze kieliszki. Ruszyłem do kuchni.
Offline
- Wybacz, przecież wiem, że Ty... No starasz się, naprawdę, wiem to - westchnąłem przygnębiony. - Widziałem... Twój wzrok u jubilera. Mogłem się domyślić, że to nie tylko "słaby punkt", a po prostu... - skrzywiłem się lekko. - Przepraszam po prostu... - westchnąłem cicho. Chwilę milczałem, słysząc, że Aiden myje naczynia. Kiedy jednak wrócił spojrzałem na niego z nutką nadziei.
- Ale.... Możemy być normalną parą - zapewniłem przejęty. - Na swój nienormalny sposób normalni... - dodałem słabo. - Sam mówiłeś, że chcesz otaczać mnie troską, i ja też chcę być dla ciebie, zawsze i... Chcę chodzić na randki i może nie będę mógł wręczać Ci kwiatów to... I tak chce być z tobą po prostu szczęśliwy i... Udaje nam się to już dłuższy czas więc... Czemu nie próbować dalej i... Dalej?
Offline
Westchnąłem cicho i usiadłem na kanapie, nieco dalej niż wcześniej. Oparłem się łokciem o podramiennik i spojrzałam nieco zmęczonym wzrokiem na Vincenta. Miał rację w tym co mówił, choć nie do końca.
- Nie wiem czy można to zaliczyć do dłuższego czasu... Znaczy, jestem naprawdę zadowolony, zauważam to w sobie. Ciesze się z drobnostek, jestem oczarowany twoja osobą, martwię się i przejmuje tobą i bywam bardziej rozkojarzony niż zwykle. To takie... Typowe elementy mojego zauroczenia. - Uśmiechanalem się do samego siebie, jedynie zerkając na Vincenta z zawstydzeniem a potem odwracając wzrok. - Ale pobyt na statku był bardziej jak... Spotkania w hotelowych pokojach, wyjścia okazyjne. Tak naprawdę przez najbliższe kilka dni słodka mydlana otoczka zakochanej aury pęknie i wtedy... Nie wiem co będzie, bo nie jestem w stanie tego przewidzieć - wyrzuciłem z siebie to co leżało mi na sercu w spokojny i opanowany sposób.
Offline
Zacisnąłem wargi, ale pokiwałem po prostu głową z milczeniem.
- Rozumiem - przyznałem spokojnie, naprawdę rozumiejąc jego obawy. Naprawdę, po prostu rozumiałem, że... Nie wierzył w to. - Może... Będziesz w którymś momencie umiał wyjść z tej otoczki i spojrzeć mi szczerze w oczy i po prostu... Być spokojny - powiedziałem spokojnie, patrząc na Aidena. - I cieszę się bardzo, że już teraz cieszysz się, z tego że jestem takim zabawnym gościem, cieszę się, że ci zależy na mojej osobie, no i widzę czasem twoją radość przy pocałunkach... - kiwałem głową ze zrozumieniem. - Ale gdy będziesz po prostu spokojny, bo będę obok... To chyba zrobimy duży krok - podsumowałem, uśmiechając się krzywo.
Offline
Pokiwałem spokojnie głową i znow popatrzyłem na Vincenta.
- Tak, chyba tak - przytaknąłem mu, marszcząc lekko brwi. - Ale na wszystko potrzebny jest czas. Grunt że możemy być razem. Niektórzy pewnie... Muszą żyć obok siebie. Mam nadzieję że nie zniszczymy się nawzajem, Vincent - podsumowałem i podniosłem się z miejsca. - A teraz wybacz mi ale... Pójdę się już położyć. To był miły dzień, dobranoc.
Offline
- Nie niszczysz mnie, Aiden. Dzięki tobie jestem naprawdę szczęśliwy i pełen nadzei - przyznałem szczerze, dość cicho, koniec końców wzdychając i uśmiechając się miękko do mężczyzny.
- Śpij dobrze, słodkich snów - powiedziałem jak zwykle, ale jeszcze nie ruszyłem się z fotela. Aiden zajmie pierwszy łazienkę, więc dopiero jak pójdzie pod prysznic, zamknę się w pokoju i... Tak, po prostu sam też przygotuje się do snu. Może napisze list do matki? Na pewno chciałaby wiedzieć co się u mnie dzieje.
Offline
Mimo tego że zaczęliśmy wszystkie te trudne tematy to... Nie do końca udało nam się to skończyć. I trochę przemilczelismy te zakończenia. Mimo wszystko spędziliśmy dobrze resztę wolnego tygodnia i to w całkiem pozytywnych nastrojach. Nastrojach które utrzymały się nawet jakruszylismy do pracy i nauki. W gruncie rzeczy ja miałem też wiele do przyswojenia. Pierwszy tydzień był ciężki i meczacy... Vincent za to cały czas chodził pełen energii i ekscytacji.
- Rozumiem, że nowe miasto jest ekscytujące, ale naprawdę? Nadal jsstes podekscytowany tak samo? - zapytałem go z lekkim rozbawieniem w głowie, w niedzielę późnym porankiem, gdy piłem spokojnie kawę, czytając gazetę. Vincent przygotowywał jakieś mięso na obiad które musiało poleżeć w przyprawach by przejść ich smakiem.
Offline
Z zakasanymi rękawami przygotowywałem mięso i obejrzałem się rozbawiony na Aidena.
- Oczywiście, że jestem cały podekscytowany! - parsknąłem szczerze śmiechem. - To miasto wciąż mnie zachwyca, a Alisson mówi że choć mieszka tu całe życie tto i tak jest nim wciąż zaskoczona - zaśmiałem się szczerze wracając wzrokiem do swojego zajęcia. Z westchnieniem zerknąłem po chwili na niego.
- Zresztą... Oj daj spokój, jestem szczęśliwy i podekscytowany każdego dnia gdy się tu budzę - zaznaczyłem, znow po chwili wracając wzrokiem do mięsa.
Offline