Wyspa pełna kłów pazurów i magii!
Nie jesteś zalogowany na forum.
Podnosiłam głowę i zastrzygłam uszami i rozejrzałam się sennie i kiwnelam łbem, powoli podnosząc się z ziemi. Byłam odprężona, wypoczęta i czułam się już naprawdę dobrej. Nie było powodów by się spierać z wilkiem.
Podeszłam do swoich ubrań i przemieniłam się. Nie lubiłam tego, bo jako wilk byłam duża i silna, a jako człowiek, robiłam się taka krucha w porównaniu do drugiej postaci. Owiał mnie zimny wiatr, pospiesznie się ubrałam.
- Dziś było naprawdę przyjemnie! - zawołałam, naciągając na siebie sweter.
Bohater nie jest odważniejszy od zwykłego człowieka, ale jest odważny pięć minut dłużej."
Offline
Sam zdążyłem założyć tylko spodnie, nim pokiwałem głową na słowa Astorii.
- Przysnęłaś? Bo ja chyba na chwilę. Było tak cicho i rak dobrze, że specjalnie przejmowałem się czasem. Tym razem, to ja dostanę ochrzan od Evelynn za porywanie pacjentki na całą noc - parsknąłem śmiechem, naciągając przez głowę koszulkę z długim rękawem. Przeczesałem włosy i zaraz założyłem też drewniany wisiorek Wielkiego Wilka.
Offline
Powolnym krokiem podeszłam do niego i stanęłam obok, gdy zakładał wisior. Chyba nosił go przy sobie zawsze. Uśmiechnęłam się pod nosem, a potem podniosłam wzrok na jego twarz.
- Oj tam, pacjentka nie siedzi w szpitalu dlatego że jej życie jest zagrożone, tylko dlatego, że zbliża się pełnia - przypomniałam mu i sięgnęłam do jego twarzy, by pogładzić go po policzku. - Byłam bezpieczna przez cały czas - dodałam szeptem.
Bohater nie jest odważniejszy od zwykłego człowieka, ale jest odważny pięć minut dłużej."
Offline
- No tak...
Ależ inteligentna odpowiedź. Powinienem powiedzieć jak bardzo ją kocham, jak bardzo będę ją wspierał w powrocie do dawnej świetności, że pomogę jej jak tylko potrafię, że zawsze może na mnie liczyć. Powinienem ją przyciągnąć do siebie, zamknąć w niedźwiedzim uścisku i pocałować głęboko, tak jak dwójka kochających się ludzi robi.
Ja zamiast tego przycisnąłem jej dłoń do swojego policzka, byle się nie odsuwała i nie zostawiała mnie samej.
- Wcześniej... Chodziło mi to, że choć cię kocham, to uważam, że powinnaś zasłuż na inne serce niż moje. Potrzebujesz kogoś lepszego ode mnie, kogoś kto by robił wszystko bez wahania i obaw i sprawił że byłabyś cały czas szczęśliwa, a nie tak zatroskana. Ale... chyba o to chodzi w miłości. Ponad własne szczęście, pragnięcie szczęścia swojego serca - szepnąłem, tłumacząc się trochę jak dziecko, na które nakrzyczał nauczyciel. Jednak mówiłem to z przekonaniem, pewien swoich słów jak i wilczej miłości.
Offline
- Tak, właśnie o to chodzi. I tak strasznie mnie boli, że tak mówisz. Naprawdę tak myślisz? Że nie powinieneś być moim sercem? - Skrzywiłam się i nawet tego nie ukrywałam. - W pierwszej chwili... Wtedy pomyślałam, że jesteś niezadowolony ze mnie. Ze mnie nie chcesz - bąknęłam, a policzki zapłonęły mi ze wstydu. - Po prostu czasami czuję się tak pewnie przy tobie, a potem w jednej chwili tracę tą pewność.
Bohater nie jest odważniejszy od zwykłego człowieka, ale jest odważny pięć minut dłużej."
Offline
- Chcę cię... Oh, jakkolwiek to głupio nie brzmi, ale to nie tak, że chcę się wyprzeć swojego serca, absolutnie nie, po prostu... - pokręciłem głową, spuszczając wzrok z bólem i żalem własnego siebie. - Jestem dla ciebie zły... Trzymam na dystans, bo boję się, że za każdym razem, gdy cię przytulę, albo pocałuje, poczuje zapach Tetry, a nie chce byś była drugą Tetrą, chcę byś była Astorią, moim sercem, ale... ale nie umiem się pozbyć duchów i... i nie umiem... - jęknąłem żałośnie. - Powinnaś dostać tyle miłości ode mnie, a ja się cały czas waham... Jestem okropny...
Offline
Zadygotałam słysząc to. Też nie chciałam być "drugą Tetrą". Juz samo "drugą" przyprawiało mnie o mdłości i zdecydowanie psuło mi krew.
- Skoro nie chcesz o niej myśleć, to skończy się nią dręczyć. Skończ nią dręczyć mnie. Po prostu z tym skończ, Wolfgrim - powedziałam dosyć twardym tonem, być może zbyt ostrym, sama nie wiedziałam. Denerwowało mnie to okropnie. Jak martwa dziewczyna mogła wygrywać ze mna? Jak wilcza miłość mogła przegrywać z kochanką?
Czułam pod skórą, że to też moja wina. Coś musiałam robić nie tak. Za mało się słuchałam. Może odpychała go jednak moja chęć zemsty? Może wojowniczką to nie było to czego potrzebował teraz?
Jednak mimo tych wszystkich myśli, pochyliłam się do niego i musnęłam wargami jego policzek.
- Będzie dobrze, teraz powinniśmy już wracać - dodałam już łagodnym tonem i trzymając mocno jego dłoń ruszyłam do przodu, ciągnąć go.
Bohater nie jest odważniejszy od zwykłego człowieka, ale jest odważny pięć minut dłużej."
Offline
Ruszyłem za nią, nadal czując żałość do samego siebie.
- Skończę Astra, naprawdę... Naprawdę postaram się skończyć - zapewniłem z żalem, ale przysunąłem się do niej, by ocierać się ramionami w drodze do lecznic. - Postaram się... Zobaczysz, że się postaram - szepnąłem jeszcze, oddając mocny uścisk dłoni.
Offline
Zerknęłam na niego i uśmiechnęłam się.
- Wiem, że zobaczę. Wierzę w ciebie, Wolfgrim. To się nie zmieni. Bo przy tobie forum mi szwankuje, a serce bije za szybko - powedziałam z lekka rozbawiona, choć było w tym trochę powagi. - Nie każ mi tylko czekać za długo, bywam niecierpliwa - zastrzegłam.
Bohater nie jest odważniejszy od zwykłego człowieka, ale jest odważny pięć minut dłużej."
Offline
- Nie musisz mi tego mówić - szepnąłem patrząc już na nią miękko i po prostu... Sam nie wiem, z lekką ulgą. Powiedziałem jej to, wyrzuciłem z siebie i teraz było mi choć trochę lżej. Tak, choć trochę lżej.
- Prześpisz się jeszcze, czy będziesz czytać? - zapytałem, wskazując głową na książkę, gdy weszliśmy już do pokoju Astorii.
Offline
- Będę czytać. Wypoczęłam porządnie dziś. Tak jak mówiłam wcześniej. Tym razem było naprawdę dobrze. - Pogładziłam go dłonią po piersi. - Mimo drobnych spięć na początku. Ale powinieneś się przyzwyczaić. Z natury jestem bardzo waleczna. I wykorzystuje to nie tylko w walce i na treningach. Używam tego ciągle. - Zacisnęłam palce na jego koszulce i zbliżyłam twarz do jego ucha. - A ty jesteś mój, więc nie chce się tobą dzielić - wyszeptałam.
Bohater nie jest odważniejszy od zwykłego człowieka, ale jest odważny pięć minut dłużej."
Offline
Poczułem przyjemny dreszcz na karku, zaciskając zęby, jednak jakaś niemożliwa siła popchnęła moje ręce do jej talii, gdzie opadły i tak sobie leżały.
- Rozumiem - zapewniłem cicho. - Jak mówiłem, postaram się uwolnić od duchów. A póki co... Spróbuj nie traktować mnie jak swojego treningu ataku, a raczej jako sojusznika w walce, dobrze? - zaproponowałem z łagodnym uśmiechem. - Tak będzie nam łatwiej unikać spięć. Znamy swoje zalety i wady i je szanujemy, okej?
Offline
Powoli się odsunęłam. Cieszyłam się bliskością, choćby przez te parę sekund. Póki co mogłam jedynie wyobrażać sobie jak smakują jego usta. Musiało mi to wystarczyć jeszcze przez jakiś czas.
- Okej - przytaknęłam szeptem i pokiwałam głową. - Tez będę się starać - dodałam. - A teraz idź już. Pewnie masz mnóstwo pracy. Szczerze mówiąc myślę, że powinieneś spać więcej niż ja. Ja prawie nic nie robię przez cały dzień, a ty? Wciąż biegasz. - Westchnęłam.
Bohater nie jest odważniejszy od zwykłego człowieka, ale jest odważny pięć minut dłużej."
Offline
- Pomagam - poprawiłem ją miękko i cofnąłem dłonie wychodząc z jej pokoju. Odetchnąłem. Naprawdę było mi lżej.
Kolejny dzień był udręką, jak każda pełnia w szpitalu. Ale teraz? Kiedy z każdej sali rozlegało się jęczenie, wycie i zawodzenie, a sam ledwie stałem na nogach i nie warczałem na wszystkich dookoła? Ziele robiło z nas okropnie niezadowolone z życia wypluwki.
- Jak tam? - zapytałem w recepcji, gdzie moja mama miała oko na każdą z sal i łóżek.
- Wszyscy dostali uspokajające, więc będzie spokojnie - westchnęła. Też nie najlepiej znosiła całe to zamieszanie. - Weź przerwę skarbie, ja własnie wróciłam i nieco mi lepiej - zaproponowała i popatrzyła na mnie z niewyobrażalną miłością.
- W porządku... Będę u Astorii, sprawę jak z nią - wyjaśniłem i powłócząc nogami wziąłem swoją kawę ze stolika i ruszyłem do pokoju wilczycy. Zajrzałem niepewnie do środka mrużąc oczy. Zasłoniła zasłony?
- Hej...?
Offline
- Hej - jęknęłam cicho, przekręcając głowę w bok i spoglądając na wilka który właśnie wszedł do pokoju. - Niewiarygodne że stoisz, ja ledwo leżę. Coś mnie zgniata od środka - mrukenalm, uśmiechając się krzywo. - Położysz się obok mnie? Odpoczniesz ze mną...? - poprosiłam.
Bohater nie jest odważniejszy od zwykłego człowieka, ale jest odważny pięć minut dłużej."
Offline
Popatrzyłem na nią lekko zmęczonym wzrokiem i pokręciłem głową.
- Okej. Ale tylko na chwilę - westchnąłem cicho, odstawiając kubek herbaty na szafkę obok łóżka, a samemu układając się na jego boku w pół leżeniu. Objąłem ramieniem Astrę, bojąc się, że gdy się położę, mogę już nie chcieć wstać.
Offline
Westchnęłam ciężko.
- Chyba za dużo mi tego dali - mruknęłam niezadowolona. - Czuję się trzy razy gorzej niż po pierwszym obudzeniu w szpitalu. To okropne - bełkotałam. - Nogi mam jak z waty. Wstałam, ale cała się trzęsłam - narzekałam dalej. Dawno tego nie robiłam. - Nie odchodź ode mnie, dobrze...?
Bohater nie jest odważniejszy od zwykłego człowieka, ale jest odważny pięć minut dłużej."
Offline
- Mam przerwę, całą ci ją poświęcę - westchnąłem ciężko. - Biedna moja... To pewnie przez to, że nadal działa ta magia lecznicza. Przykro mi, wilczku - szepnąłem, głaszcząc ją po ramieniu. - Możesz się wtulić, jeśli ci to pomoże, ale spróbuj też oddychać głęboko... Pomyśl o czymś przyjemnym - zaproponowałem miękko.
Offline
- Staram się cały czas głęboko oddychać - mruknęłam słabym głosem. Wcisnęłam się w jego bok, zamykając oczy. - Cały czas się staram, kochanie... - szeptałam dalej. - Ale czasem to trudne. To bardzo nieprzyjemne. Chciałabym żeby to się już skończyło... Chyba... Chyba powinnam się przespać. Ale za moment, nie daj mi jeszcze zasnąć.
Bohater nie jest odważniejszy od zwykłego człowieka, ale jest odważny pięć minut dłużej."
Offline
- Dlaczego miałbym ci nie dać jeszcze zasnąć? - zapytałem miękko, choć w środku czułem narastającą panikę. "Kochanie". Nie, Tetra tak nie mówiła, unikała jakiegokolwiek nazywania, ale Astra? Oh, Astra nie musiała i to mnie lekko stresowało. - Ciii, spokojnie, jestem tu, możesz spokojnie oddychać i zasnąć równie spokojnie. I przespać caaałą pełnię, a jutro będziesz jak nowo narodzona - zapewniłem.
Offline